Otryt 2007, czyli wcinam czekoladkę, pije herbatkę i wspominam

5 October 2009
DSC_0047

fot. Patrycja Sokołowska

Umieszczam tu tekst naszego zmarłego Kolegi Jarka Falkowskiego, napisany po Jego pierwszym pobycie w Chacie. RO

Hm… “Pół roku socjologii”, semestr do przodu, tyle strachu, czy potrafię nauczyć się studenckiego przyswajania wiedzy, mimo złych nawyków wyniesionych jeszcze z podstawówki, gimnazjum i liceum, a więc “jechania na tym, co się zapamiętało z lekcji”. Jak się okazało się, nie popełniłem błędu z poprzedniego kierunku, wyciągnąłem wnioski. Tak… Zdałem na drugi semestr. Jak? Zadowala mnie średnia, troszkę gryzie mnie jeden przedmiot, ale to wyłącznie moje lenistwo.
Jedną z przyczyn, która mnie tak zmobilizowała do pracy, był obóz zerówkowy. Niby nic, ale tam poczułem smak prawdziwej wolności od świata konsumpcji. Brak jakiejkolwiek tęsknoty. Bardzo ambitne rozmowy. Ludzie z całej Polski. A nawet Holender z pieskiem, znawca trunków. Magia myśli, zastanawianie się, jak można spamiętać tyle nazwisk i teorii, nazwa na tabliczkach wokół Chaty Socjologa, “Republika wolnej myśli”. Pamięć o pobudkach o trzeciej nad ranem, by wypić co nieco na dole, a godzinę później rozpalić ognisko, spontanicznie i bez słowa narzekań. To tyle a propos poprzedniego Otrytu. W sumie wtedy narodziła się myśl, że chcę tu wrócić za pół roku i zrobię wszystko, żeby ten cel osiągnąć! “Wyścig szczura z własnym ogonem”. Przede mną jednak bardzo stymulująca marchewka.
Cel postawiony. Wystarczyło tylko brnąć konsekwentnie w jego kierunku. Poza sesją był jeszcze jeden stresujący “mankament”, jeden z głównych straszaków na potencjalnych Otrytczyków. Referaty. Długo się zastanawiałem, jaki temat poruszyć. Pomyślałem, że to powinno być coś, co rzeczywiście mnie interesuje, a jednocześnie coś, co nie zanudzi słuchaczy. Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy. Mam dosć specyficzne zainteresowania. Wybrałem temat “Fenomen religii w dobie nauki”. Z perspektywy czasu sądzę, że dokonałem dobrego wyboru.
9.02.2007 r. Godzina zero, tzn. kilka minut przed 17:00. “No to jedziemy!” Szybkie spojrzenie, kto jest w pociągu. “Z naszych” około 28 osób (pamięć dobra, ale krótka). Jeden student pierwszego roku, czyli ja, ale to nie problem. Jedną trzecią znałem z poprzedniego Otrytu i z uczelni. Przeważają studenci starszych roczników, poza tym jest jeszcze paru magistrów, zresztą bardzo towarzyskich. Mamy świetną kadrę, zwłaszcza jeśli chodzi o tych, którzy jeżdżą na Otryt. Już w pociągu czuło się woń “Czegoś cudownego”. I nie mówię tu o nazwie taniego wina czy zapachu kolejnych drobnych posiłków. “Ach, te wymiany chleba i wina”. Przesiadki, imprezy w pociągach, ciekawe doświadczenie, ale mało istotne.
Wreszcie, docieramy na miejsce! Zaczyna się wspinaczka, wszędzie śnieg, nikt nikogo nie goni, każdy idzie własnym tempem, przecież nikt nie będzie pamiętał, kto dotarł ostatni, a kto pierwszy. Co chwilę spod śniegu wyłania się jakiś drobny strumyczek w, którym odbijają się promienie słońca. Świeci tego ranka naprawdę mocno. Zdobycie szczytu to naprawdę piękne przeżycie.
Przyznawać się, kto mówił, że tam będzie zimno?! Rozpoznanie terenu, każdy wybiera, gdzie chce spać, miejsca wystarczy dla wszystkich, a i pozostanie sporo. Jak przyjemnie poleżeć. Zjeść zupkę instant, wypić herbatę, zacząć debatę na jakieś interesujące tematy. Ludzie się zadomawiają, zaczynają się kulinarne eksperymenty. Spaghetti? Może jakieś ciasto? Nie wspominając o plackach ziemniaczanych i naleśnikach, które robiliśmy na poprzednim Otrycie. To normalka, nikogo nie dziwi, gdy kilka osób stoi nad wielkim piecem, pichcąc razem coś, czego z pewnością nie zrobiliby sami w domu.
Tak się złożyło, że zrobiłem 10-go lutego swoje urodziny. Uznaję je za jedne z bardziej udanych, a oprócz tego jeszcze prezent, o którym marzyłem. He, he, ale to nie ważne. Rozmowa, od słowa do słowa, i krótka namowa magistra Bartka Kuźniarza, abym swój referat wygłosił jako pierwszy. Popełniam w nim kilka poważnych błędów, ale właśnie po to tu przyjechałem, żeby się czegoś nauczyć, poznać swoje wady i powalczyć z nimi. Co do mojego wystąpienia ? jako tako udane. Za rok będzie lepiej. Trzeba wyciągnąć wnioski.
Po każdym referacie dyskusja, wszyscy siedzą w kole. Znakomita forma, poza tym, kto nie chce, ten nie musi się wypowiadać. Fakt, ja mówię dużo, ale nikt nie przebija Andrzeja, co nadaje dyskusji pikanterii. Poziom podwyższa dodatkowo obecność doktora Henryka Kliszki. Niektóre referaty są dłuższe, inne krótsze, tak samo dyskusje. Starcia silnych frakcji światopoglądowych. Tu masz prawo wszystko powiedzieć (poza uwłaczaniem komukolwiek), stąd gorące dyskusje. Na przykład magister Radek Poniat ciekawie walczy o estetykę Campu, udało mu się to znakomicie. Z noszonych przez niego kapeluszy najbardziej podobał mi się ten ?chiński?. Ciekawią mnie wystąpienia Iwony Wardach i Andrzeja Bajguza. Ciekawy jest także referat Julka, niedługi, niezbyt jak dla mnie zrozumiały, bo zawiera teorię ściśle fizyczną. Jednocześnie znaczna część wypowiedzi w dyskusji po nim jest dłuższa od samego referatu, co mocno rozjaśnia tematykę.
To piękne, że każdy jest traktowany na równi. Magister, doktor i student. Bardzo pomagają mi rozmowy z magistrem Bartkiem Kuźniarzem, a najbardziej te o religioznawstwie. Teraz mam jasną wizje, tego, co chcę robić ze swoim życiem. Robi się sympatycznie, gdy w Chacie pojawia się kilkoro znajomych z Polski, którzy byli na poprzednim wyjeździe, na przykład Natal. Co można jeszcze dodać? Balowanie to oczywiście nie wszystko, dwa dni w ogóle nie biorę do ust alkoholu. O drugiej w nocy czytam sobie książkę przy świetle świec. Oczy jak oczy, ale przeżycie wspaniałe. Higiena? Są dwa rozwiązania. Pierwsze, nagrzać sobie wodę, czekać w małej kolejce, kiedy więcej osób chcę się myć. Drugie to strumyk. Ja, Kamil i Krzysiek decydujemy się właśnie na ten wariant. Gdy wylewają mi wiadro lodowatej wody na głowę, jest to bardziej orzeźwiające niż kilka najlepszych kaw, jakie moglibyście wypić w mieście. Jednym ze stałych elementów pobytu na Otrycie są też codzienne wycieczki do sklepu w Dwerniku. Godzina drogi w jedną stronę. Miejscowość u stóp góry. Trochę dalej są Lutowiska.

A wracając jeszcze na chwilę do tematu samej Chaty, bardzo ciekawy jest regulamin, w którym są takie punkty jak “zakaz używania komórek? czy ?brak ciszy nocnej”. Ten ostatni punkt przetestowaliśmy zresztą gruntownie. O czwartej rano zaczęliśmy grać w karty na schodach. A gdy zrobiło się jasno, przeszliśmy do jadalni.

Wreszcie moment wyjazdu. Opuszczając domek, czuję już w sobie zalążek tęsknoty.

Jarosław Falkowski

Categories: Wspomnienie.

Tags:

Powitanie

5 October 2009

…więc oto rusza nowa strona Otryckich Warsztatów. Poprzednią szlag trafił, materiały przepadły, więc trzeba zrobić to wszystko od nowa. Same warsztaty też nieco podupadły, ale wierzę, że wrócą jeszcze dobre czasy dla tych wyjazdów. Będzie więc trochę sentymentalnie i osobiście, bo i do prowadzenia tej strony chętnych mało.

Do każdego, kto jeździł z nami na Otryt i posiada jakiekolwiek materiały, zdjęcia, wspomnienia – prośba o kontakt. Wszystko to umieszczę na stronie. Na początek pozwalam sobie na umieszczenie relacji naszego zmarłego Kolegi Jarka Falkowskiego. Jarek zginął tragicznie 16 lutego 2009 roku na zboczach Otrytu.

Categories: Informacja.

Tags: , ,