Otryt na mapach – Stalin wolał węgiel

9 November 2009

- Macieju!

- Macieju!


Próżne było wołanie Doroty. Dorota jest studentką socjologii i przed miesiącem zaliczyła swoje ostatnie w tym roku egzaminy. Przed sobą miała 3 miesiące wakacji więc postanowiła przyjechać w Bieszczady do Lutowisk do dawno nie odwiedzanej znajomej. Maciej – już po siedemdziesiątce nie jest jej dziadkiem, „wujko-dziadkiem” ani jakimkolwiek członkiem bliższej lub dalszej rodziny. Poznała go 2 lata temu podczas jednej ze swej samotniczej wyprawy po górach Otrytu rozpościerających się wzdłuż Sanu na południowy-wschód od największego w Polsce sztucznego zbiornika wodnego – Zalewu Solińskiego. Dorota wybrała się wtedy na szczyt Trohaniec – jeden z wyższych na Otrycie. Planowała zrobić trochę zdjęć. A Maciej… już siedemdziesięcioletni – był tam . Co on tu robi o 4 rano? – pomyślała. To samo co ja – zwariował. Dorota chciała się przywitać, spytać, hmm już sama nie pamięta o co. Mniejsza o to. W każdym razie nie usłyszała odpowiedzi, to znaczy nie było to „nie wiem”, „nie widziałem”, „nie słyszałem” itp. tylko głuche nic.
Maciej poszedł dalej. Dorota przestała myśleć i poszła za nim. Dokąd? Dzisiaj to miejsce jest już jej znane. To tzw. Chata Socjologa – oddalona o około 1,5 kilometry na północny-zachód – z jednej strony schronisko górskie, a z drugiej jak nazwa wskazuje miejsce związane z socjologią, gdzie są między innymi organizowane przez Instytut Socjologii Uniwersytetu w Białymstoku warsztaty inicjacyjne. Maciej tam jednak nie zaszedł; zatrzymał się nieco wcześniej i spoglądał na chatę z odległości kilkudziesięciu metrów. Patrzył, patrzył po czym nie wiedzieć czemu raptownie odwrócił się i rzucił w kierunku Doroty jakiś patyk, który trzymał cały czas w ręku. Rzut nie był jednak w nią celowany. Ona wszak tak naprawdę śledziła go i z pewnością Maciej nie był świadom jej obecności. Teraz jednak ją zauważył. Podszedł do niej i powiedział „Dzień dobry, ja Pani mogę odpowiedzieć na wszystkie pytania, które mi Pani zadała na Troczańcu, ale proszę spojrzeć w górę, zbiera się na deszcz, zejdzie Pani ze mną z Odrytu?” Zeszli razem do Dwernika. Po drodze dużo rozmawiali, a wracali ponad 2 godziny podczas gdy normalnie odcinek ten zabiera 45 minut. Później jeszcze ktoś podwiózł ich do Szewczenki.


Zaraz zaraz… pytania na Troczańcu? Powrót z Odrytu? Podwiezienie do Szewczenki? Czy to tylko przejęzyczenie?



- Kto tam?! Nie, nie teraz. Odejdź!


- Macieju!


Dorota otworzyła drewniane drzwi i jakby jeszcze słysząc echo głosu przebiegła przez sień, wbiegła do pomieszczenia gdzie stał kaflowy piec, na którym dogotowywała się woda, po czym szybko weszła na strych po drewnianych schodach i … . Maciej siedział na starej leżance, spoglądał przez okno, a wokół niego leżały rozwinięte sterty różnych map.


- Słyszy mnie Maciej? Byłam wczoraj, przecież miał być Maciej moim przewodnikiem po Otrycie. Mieliśmy kontynuować wędrówkę, którą przerwaliśmy przed dwu laty.


Maciej zdawał się być myślami gdzieś indziej; nic do niego nie docierało. Dorota zeszła więc ze strychu, rozejrzała się wokół domu, poczekała, po pół godziny wróciła, zrobiła dwie herbaty i poszła z nimi na strych do Macieja. Podniosła z podłogi kilka map i uważnie się im przyjrzała. Nie były to zwykłe turystyczne mapy ze sklepu lecz stare egzemplarze kartograficze, już dawno zdeaktualizowane, z czasów PRL-u, XX-lecia międzywojennego a nawet zaborów.


Przyznaję bardzo ciekawe. Przynajmniej wiem gdzie w okolicy znajdował się futor, gdzie był przewóz wozów przez rzekę i gdzie był „wielki piec”.



- Skąd Maciej to wszystko ma?


- Widzisz … ja nie mieszkam w Bieszczadach od urodzenia. Wraz z rodziną przyjechaliśmy tutaj w roku 1951 z miejscowości Bełz nad Bugiem – dzisiaj położonego na Ukrainie. Mój ojciec przed wojną służył w Wojskowym Instytucie Geograficznym, który to został utworzony w celu precyzyjnego udokumentowania charakterystyki topograficznej naszego kraju, który ledwie co odzyskał niepodległość. Do jego wglądu były wszelakie mapy. Niektóre sam przygotowywał, inne sprawdzał w terenie; miał też dostęp do map, które udało się zdobyć od byłych zaborców. A skąd one u mnie? W 1939 Instytut trzeba było ewakuować, a w wyniku determinacji aby za wszelką cenę mapy ukryć przed wojskami niemieckimi, ojciec mój ukrył pewną ich część, które w pośpiechu pozostawały w gablotach. Po przeprowadzce w Bieszczady ojciec odszedł z wojska, ale kontakty pozostały. Czasem trafiały do niego mapy, z których zdjęto klauzule „tajne”, „do użytku wewnętrznego”. Przez te wszystkie lata leżały tylko i niszczały.


Dorota poprosiła aby Maciej pokazał jej na mapach dzisiejsze Bieszczady a zwłaszcza Otryt i okolice. Maciej z chęcią to uczynił, pomijając jednak co zbyt ogólniejsze pozycje.


- To jedna ze starszych map tego terenu z serii Generalkarte von Mitteleuropa (Mapa Generalna Europy Środkowej) w skali 1:200 000 wydana w roku 1914 przez K.u.K MGI., czyli Kaiserlich und Königlich Militaergeografisches Institut). Godło i nazwa arkusza 40_49 Ungvar. Ungvar… to chyba na Węgrzech, a nie na Ukrainie, ale Bieszczady wówczas wchodziły w skład terytorium Cesarstwa Austro-Węgierskiego, a ściślej do Galicji. Niestety mapa nie jest zbyt wyraźna, ale można zauważyć, że Otryt wówczas zwany był Odrytem.

- Za to na tych nieco lepiej widać. I są to akurat mapy jeszcze starsze bo wydane w 1880 roku. Także przez K.u.K. ale w skali 1:75000 do serii Übersichtsblatt der Spezialkarte der österreichisch-ungarischen Monarchie. Otryt znaczy Odryt jest tutaj na dwóch arkuszach (ZONE 8 COL XXVII nr 4269 Ustrzyki Dolne + ZONE 9 COL XXVII nr 4369 Orosz-Ruszka und Dydiowa).

- Prawdopodobnie w owym czasie posługiwano się równocześnie dwiema nazwami dzisiejszego Otrytu. Pierwsza to pokazany wcześniej Odryt, a druga to Odzyt jak na tej Generalkarte von Galizien und Bukowina wydanej w skali 1:750000. Niestety nie ma dokładnej daty.

- A oto brytyjska mapa Polski i Czechosłowacji z The Edinburgh Geographical Institute z roku 1922. I ponownie nazwa Odryt.

- Z sentymentem oglądam natomiast mapy WIG. Nie tylko dlatego, że pracował tam mój ojciec ale dlatego, że przedstawiają sytuację z mojej młodości. Poza tym są one bardzo plastyczne, takie ciepłe.
Nie patrz tak na mnie. Sama zobacz … o spójż na te mapy z serii Taktycznej Mapy Polski. Były one wydawane w skali 1:100000 i obejmowały cały obszar II Rzeczpospolitej. W owym czasie były to jedne z najlepszych map topograficznych w całej Europie. Tutaj pojawia się już nazwa Otryt; na mapie (P51 S35 Ustrzyki Górne + P52 S35 Dźwiniacz Górny) można zauważyć ścieżki, którymi przemierzano pasmo i jak widzisz nie wiele się dzisiaj zmieniło. Nawet w pobliżu miejsca gdzie dzisiaj jest Chata Socjologa, która wszak powstała dopiero w roku 1973 są widoczne jakieś zabudowania. Może to nawet to samo miejsce. Ale co tam wtedy było? Nie wiem.

-Tutaj z kolei możesz zobaczyć przykład adaptacji „setki” WIG na potrzeby Wehrmachtu. Cztery sąsiadujące arkusze polskiego wydania lub z innego państwa jeśli obejmowano obszar graniczny tworzyły serię Karte des Deutschen Reiches (Grossblatt/Einheitsblatt) o skali 1:100000. Poniżej na przykładzie zaznaczona jest między innymi wzdłuż Sanu granica między Generalnym Gubernatorstwem a Związkiem Radzieckim w roku 1941(Grossblatt Nr. 426 Turka + Grossblatt Nr. 414 Sambor). I dla przykładu pasmo Otrytu i Dwerniczek znajdowały się w ZSRR, a Dwernik w GG.


- I to samo na kolejnej mapie. Jest to arkusz (S50 Lemberg/Lwów) z serii Ubersichtskarte von Mitteleuropa, który powstał jako reprodukcja arkusza z Operacyjnej Mapy Polski WIG-u w skali 1:300000.


- Widzę, że masz też coś bardziej aktualnego. Który to rok… już widzę 1947. No tak granica na swoim miejscu.


- Przyjrzyj się uważniej. Czy aby na pewno dzisiejsza granica polsko-ukraińska przebiega wzdłuż Sanu na takiej długości? To by oznaczało, że do Polski nie należy ani Otryt ani Dwernik ani Lutowiska ani nawet Ustrzyki Dolne.


- Już mówi Maciej dalej skąd zatem dzisiejszy układ granic. Super znajomością traktatów nie błysnę.


- Stalin nie chciał u siebie socjologów więc zamienił ich na węgiel.



- No tak, a konkretniej.


- To właśnie prawdopodobnie węgiel był tym konkretem. W roku 1951 nastąpiła korekta granicy polsko-radzieckiej nad Bugiem i w Bieszczadach. Oficjalnie miało to ułatwić nam administrację, ale nieoficjalnie chodziło o jakieś niby bogate złoża węgla kamiennego w okolicach miejscowości Sokal. Fakt, że kilka kopalń tam zbudowano. A jeszcze inni mówili, że Rosjanie chcieli mieć na swoim terytorium wzdłuż Bugu całą linię kolejową między Rawą Ruską przez Sokal aż do Włodzimierza. Też fakt, że ją dostali. Aha i mówili, że tereny które sami oddają są bogate w złoża ropy naftowej.

- Zresztą mam gdzieś tutaj kopię dokumentu, który regulował dokładnie zasady tej korekty… jest … przeczytam Tobie niektóre postanowienia.

„Umowa pomiędzy Rzecząpospolitą Polską a Związkiem Socjalistycznych Republik Radzieckich o zamianie odcinków terytoriów państwowych, podpisana dnia 15 lutego 1951 r.

A r t y k u ł 1.

Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich odstępuje w drodze wzajemnej zamiany Rzeczypospolitej Polskiej odcinek terytorium państwowego w obwodzie drohobyckim o ogólnej powierzchni 480 kilometrów kwadratowych, przy czym odcinek ten włącza się w skład terytorium państwowego Rzeczypospolitej Polskiej i odpowiednio zmienia się istniejącą granicę między Polską a Związkiem SRR zgodnie z załączonym opisem granicy i mapą w podziałce 1:500.000.

A r t y k u ł 2.

Ze swojej strony Rzeczypospolita Polska odstępuje w drodze wzajemnej zamiany Związkowi Socjalistycznych Republik Radzieckich odcinek terytorium państwowego w województwie lubelskim o ogólnej powierzchni 480 kilometrów kwadratowych, przy czym odcinek ten włącza się w skład terytorium państwowego Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich i odpowiednio zmienia się istniejącą granicę między Polską a Związkiem SRR zgodnie z załączonym opisem granicy i mapą w podziałce 1:500.000

P R O T O K Ó Ł

do Umowy pomiędzy Rzeczpospolitą Polską a Związkiem Socjalistycznych Republik Radzieckich z dnia 15 lutego 1951 roku o zamianie odcinków terytoriów państwowych.

A r t y k u ł 1.

Każda z Umawiających się Stron przekazuje bez odszkodowania w stanie nienaruszonym nieruchomy majątek państwowy, spółdzielczo-kołchozowy, spółdzielczy, jak również inny majątek społeczny, włącznie z urządzeniami przedsiębiorstw, kolei żelaznych, środków łączności, Rządowi państwa, na rzecz którego przechodzi dane terytorium.

Umawiające się Strony mają prawo wywozu z podlegających zamianie terytoriów ruchomego majątku państwowego, spółdzielczo-kołchozowego i spółdzielczego, jak również innego majątku społecznego, włącznie z zapasowymi i nie wmontowanymi urządzeniami przedsiębiorstw, kolei żelaznych, środków łączności, a także środków transportu (taboru kolejowego, samochodów, wozów, zwierząt pociągowych), traktorów, kombajnów, innych maszyn rolniczych, zwierząt użytkowych.

A r t y k u ł 2.

Każda ze Stron ma prawo przeniesienia swoich budowli i urządzeń ochrony pogranicza.

A r t y k u ł 3.

Wartość mienia nieruchomego, pozostawionego na podlegających zamianie odcinkach przez osoby przesiedlające się, nie podlega kompensacie ze strony państwa, na którego terytorium to mienie pozostaje.

A r t y k u ł 4.

Strony umówiły się, że przekazanie odcinków podlegających zamianie i przesiedlenie ludności winno być zakończone przez każdą ze Stron nie później niż w ciągu 6 miesięcy od dnia wejścia w życie Umowy.

O P I S

linii granicy państwowej na odcinku terytorium odstępowanego przez Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich Rzeczypospolitej Polskiej.

Początkowym punktem linii granicy państwowej na odcinku terytorium odstępowanego przez Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich Rzeczypospolitej Polskiej w drodze zamiany jest punkt, położony na polsko-radzieckiej granicy państwowej na rzece San w przybliżeniu 3,9 km (w linii prostej) na północny-wschód od ujścia rzeki Wołosaty do rzeki San i w przybliżeniu 0,5 km na południe od kościoła miejscowości Żurawin.

Od tego miejsca linia granicy przechodzi z początku na północ, a potem w kierunku północno-zachodnim, zostawiając po stronie ZSRR miejscowości Żurawin, Chaszczów, Grąziowa, Nanowa i Łopusznica, a po stronie Polski – Lutowiska, Michniowiec, Bystre, Bandrów-Kolonia, Krościenko i Liskowate i łączy się z polsko-radziecką granicą państwową w punkcie, położonym w przybliżeniu 3,8 km na wschód od kościoła miejscowości Jureczkowa i 6,7 km na północny-zachód od kościoła miejscowości Łopusznica.

O P I S

linii granicy państwowej na odcinku terytorium odstępowanego przez Rzeczpospolitą Polską Związkowi Socjalistycznych Republik Radzieckich.

Początkowym punktem linii granicy państwowej na odcinku terytorium odstępowanego przez Rzeczpospolitą Polską Związkowi Socjalistycznych Republik Radzieckich w drodze zamiany jest punkt, położony na polsko-radzieckiej granicy państwowej w przybliżeniu 2,2 km na południowy-wschód od kościoła miejscowości Wierzbica i w przybliżeniu 5,9 km na północny-wschód od kościoła miejscowości Kornie.

Od tego miejsca linia granicy przebiega w kierunku północno- północno-wschodnim, zostawiając po stronie ZSRR linię kolejową Rawa Ruska – Krystynopol, a po stronie Polskiej miejscowość Wierzbica i dochodzi do punktu, położonego w przybliżeniu 2,2 km na zachód od stacji kolejowej Uhnów i w przybliżeniu 4,0 km na północny-wschód od kościoła miejscowości Wierzbica.

Dalej linia granicy przebiega w kierunku wschodnim, pozostawiając po stronie ZSRR linię kolejową Rawa Ruska – Krystynopol i miejscowości Uhnów, Korczów, Tuszków, a po stronie Polski – Tarnoszyn, Korczmin, Oserdów i dochodzi do punktu położonego na drodze gruntowej Bełz – Oserdów, w przybliżeniu 3,3 km na północny-zachód od stacji Bełz.

Następnie linia granicy skręca na północny-północny-wschód i przebiega dalej w tymże kierunku, pozostawiając po stronie ZSRR miejscowości Przemysłów, Wierzbiąrz, Rusin, Waręż, Uhrynów, Piaseczno, a po stronie Polski – Oserdów, Dłużniów, Hulcze, Oszczów i łączy się z polsko-radziecką granicą państwową na rzece Bug w punkcie położonym w przybliżeniu 6,2 km na południowy-wschód od kościoła miejscowości Kryłów i w przybliżeniu 4,9 km na zachód od kościoła miejscowości Litowiż.”


- “Pierwotnie wymiana miała dotyczyć większego obszaru, Polsce miała przypaść także miejscowość Niżankowice oraz linia kolejowa Przemyśl-Zagórz, w zamian za co ZSRR zażądał dopłaty w złocie. Wobec odmowy strony polskiej dokonano korekty tylko 480 km², a fragment linii kolejowej pozostał na terenie ZSRR”. Zobacz na tych mapach jak to wyglądało.

- I na tym załączniku także.

- Później władza zabrała się za zmianę nazw i na przykład znane Tobie Lutowiska to dawne Szewczenko. Nowe tereny wraz z przyległymi gminami PRL weszły w skład powiatu ustrzyckiego.

- Jak widzisz Bieszczady nie mają takiej sielskiej historii. Ale pomyśl sobie, czy chciałabyś przyjechać do miejsca gdzie stoją stare kopalnie węgla? Pewnie nie. Czy zachwyciłby Ciebie widok przemysłowej ruiny? Też nie. A teraz jesteś tutaj. Byłaś nad Zalewem Solińskim, który nie powstałby gdyby nie ta korekta, byłaś na Kiczerze, na Trohańcu i Czerwonym Wierchu. Gdzie indziej znajdziesz takie miejsca? No gdzie?


- I nie moglibyśmy pójść na Otryt. I nie byłoby tam Chaty Socjologa. I nas by tu nie było.


- By nie było. Ale teraz nie żałuję; choć jak zwał tak zwał przymusowe przesiedlenie było trudne. Ludzie jak się dowiedzieli, ale nie wiedzieli kiedy ani w którym dokładnie miejscu ma być nowa granica to tylko radia wysłuchiwali i płakali choć jeszcze nie wiedzieli kto jedzie, a kto nie jedzie. A jak już było jasne do każdej wsi wysłali specjalnego pełnomocnika, co miał wszystkiego dopilnować, takiego „propagandzistę, który musiał dopilnować, żeby ktoś chałupy nie rozebrał czy nie spalił”. Ale nie było wyjścia. Hrubieszowsko – Tomaszowska Akcja Przesiedleńcza ruszyła.
Samowolki nie było. Rodziny z danej wsi trafiały do wcześniej wyznaczonych wsi bieszczadzkich; jeśli ktoś chciał zmiany musiał liczyć na szczęście. My dla przykładu, czyli z Bełza i rodziny z jeszcze jednej wsi, jeśli dobrze pamiętam w sumie 31, mieliśmy trafić do Strwiążyka, ale ojciec porozmawiał z kim trzeba i zamieszkaliśmy w … dzisiaj to Lutowiska. „Opuściliśmy naszą żyzną ziemię i znaleźliśmy się tutaj, (…) w górzystym terenie o słabych warunkach do upraw”. A życie nie było łatwe. „Przez dwanaście lat czekaliśmy na elektryfikację; chałupy, które tutaj zastaliśmy były znakomicie gorsze od tych, które zostawiliśmy. Modliliśmy się do Matki Boskiej Sokalskiej, której cudowny obraz razem z nami opuścił województwo lwowskie (…) o powrót do ojczystej ziemi, ale on nigdy nie nastąpił.”


- I nigdy Maciej nawet nie pojechał zobaczyć swojej opuszczonej wsi.


- Bynajmniej, jeżdżę tam czasem, na Pana Boga się nie obraziłem. „Spotykam się z kolegą Ukraińcem. W szkolnych czasach on nie chciał ze mną rozmawiać, ponieważ byłem Polakiem, dzisiaj razem pijemy wódkę i snujemy wspomnienia.”

… ale…


… ale co?


- Co? Co? Nic.


Dorota zauważyła łzy w oczach Macieja; łzy wspomnienia, które mu pozostały. Tego dnia ich przygoda z mapami nie dobiegła końca razem. Maciej zszedł ze strychu i wyszedł z domu. Nie powiedział gdzie idzie. Dorota później go nie widziała lecz korzystając jeszcze z okazji postanowiła sama przejrzeć dalej mapy, których wcześniej Maciej nie pokazał. Wśród nich znalazły się w różnej skali wojskowe mapy topograficzne z lat 80-tych:

- radziecka mapa z roku 1984 w skali 1:200000 (m-34-29)

- inna radziecka mapa tym razem z 1985 roku i w skali 1:100000 (m-34-106 Ниж. Яблонька)

- była tam też polska mapa (m-34-106-a Czarna; 1985; 1:50000); co ciekawe widnieje na niej pieczęć „do użytku służbowego” oraz „poufne”. Zapewne klauzule te zostały już zdjęte stąd znalazły się w zbiorach Macieja.

Mapa bardzo szczegółowa choć brakuje tam być może oczekiwanego zaznaczenia wprost Chaty Socjologa. Cóż Maciej takich map nie posiada lub ma gdzieś w szafie, pod łóżkiem, w innej skrzyni… kto wie.

Jednak nawet jeszcze bardziej szczegółowe mapy wcale nie muszą pokazywać położenia Chaty. Wyjątkiem są nowsze mapy turystyczne. Czy to jednak przeszkadza? Najbardziej zadziwiają miejsca, których nie ma na mapie. Ale najpierw trzeba tam trafić? – rzuci ktoś. To ja odrzucę. Do google. Co jest w google, to istnieje, czego nie ma – nie istnieje.


Pokaż Chata Socjologa na Otrycie na większej mapie

A gdy już tutaj poznasz wzdłuż i wszerz całą okolicę, gdy już posiądziesz wszystkie mapy i … po drodze je zgubisz. Nie martw się. Jeśli chcesz trafisz do celu. Otryt czeka.

Mateusz Malinowski

Categories: Uncategorized.

Comment Feed

One Response

  1. Tadeusz A. Olszański10 November 2009 @ 11:22 am

    Kilka uwag do tego tekstu. Otryt i Odryt to formy oboczne w lokalnej wymowie; “Ozryt” musi być rezultatem błędu pisarskiego kartografa, niekoniecznie rysującego wersję finalną. Forma Troczaniec musi wynikać z błędu, zresztą nazwę błędnie przypisano do szczytu (pierwotnie odnosiła się do pól na północnych stokach Otrytu, należących do jakiegoś Truchana a. Trochana). Sowiecka nazwa Lutowisk brzmiała Szewczenkowo, , a nie Szewczenko. Ungvar to węgierska nazwa Użhorodu, o tożsamym zresztą znaczeniu (Ung-var, Uż-miasto).

    Na polanie, gdzie dziś stoi Chata, był przysiółek Otryt Górny, powstały na przełomie XIX i XX wieku; jego zabudowa była oznaczona na międzywojennych mapach polskich.

    W okolicach Sokala – Krystynopola w okresie międzywojennym odkryto znaczne zasoby węgla (Polska zaczęła budowę pierwszej kopalni, dokończyli ją Niemcy), które są do dziś eksploatowane i mają lokalne, ale istotne znaczenie gospodarcze. To zresztą to samo złoże, na którym postawiliśmy Bogdankę.

    Na polskiej pięćdziesiątce kwadrat Czarna Chata Socjologa jest zaznaczona: to ten czarny (na oryginale zapewne czerwony) prostokącik na lewo od koty 895,9, przy rozwidleniu dwu ścieżek.

    Z pozdrowieniami



Some HTML is OK

or, reply to this post via trackback.